Witamy w klubie, czyli czym jest Clubhouse

Potrzebujesz ok. 4 min. aby przeczytać ten wpis

Autor: Przemysław Grochulski

Copywriter w dziale marketingu. W wolnych od pisania chwilach gra w planszówki, biega na długich dystansach i prawi ambiwalentne komplementy swojej dziewczynie. Więcej

4 marca 2021

Sporo szumu w ostatnim czasie narobił Clubhouse. Czy jest to wyłącznie efekt odpowiednio przemyślanej kampanii marketingowej? A może portal ten rzeczywiście oferuje swoim użytkownikom świeże podejście, wyróżniające go na tle silnej konkurencji? Zobaczmy, co to właściwie ten cały Clubhouse, co sprawiło, że błyskawicznie zyskał na popularności i czy warto do niego dołączyć. Uwaga: dołączenie do grona jego użytkowników nie jest wcale takie proste. 

Facebook, Twitter, Instagram i LinkedIn. Segment portali społecznościowych jest już mocno obsadzony, ale mimo to od czasu do czasu pojawia się nowy serwis lub aplikacja, która wnosi powiew świeżości na tym nieco skostniałym rynku. W zeszłym roku prawdziwym fenomenem stał się TikTok – aplikacji tej, która przekroczyła w 2020 roku ponad 2 miliardy pobrań, poświęciliśmy na naszym blogu już osobny artykuł. Początek bieżącego roku zdaje się natomiast należeć do Clubhouse’a, który pobrano z App Store już przeszło 8 milionów razy. W czym należy upatrywać źródeł gwałtownego wzrostu popularności tej aplikacji?

Co to Clubhouse?

Uruchomiony w kwietniu ubiegłego roku Clubhouse to portal społecznościowy, który opiera się na… głosie. Swój sukces zawdzięcza przede wszystkim oryginalnemu pomysłowi: serwis ten postanowił skupić swoją społeczność wokół rozmów audio. Zapomnij o tradycyjnych statusach tekstowych, filmach czy zdjęciach – Clubhouse pozwala zakładać pokoje z rozmowami głosowymi na żywo. I to w zasadzie wszystko. Aplikacja nie posiada żadnych innych sposobów na interakcję między użytkownikami – wyjątkiem jest podniesienie ręki, które sygnalizuje naszą chęć dołączenia do konwersacji.

Jak dokładnie działa Clubhouse? Użytkownicy mogą tworzyć pokoje (ang. rooms; aplikacja nie doczekała się jeszcze polskiej wersji językowej) przeznaczone do rozmów głosowych na konkretny temat czy też w określonej grupie osób. Pokoje mogą być prywatne (ang. closed; dostęp tylko po okazaniu zaproszenia), społecznościowe (ang. social; przeznaczone jedynie dla pewnej społeczności) i publiczne (ang. open; dostęp ma każdy użytkownik).

Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby w pokoju przebywało nawet do kilku tysięcy osób, choć w takim przypadku moderator, czyli gospodarz danego spotkania, może mieć spory problem z utrzymaniem porządku. To właśnie moderator decyduje, kto ma status rozmówcy i może brać aktywny udział w dyskusji, a kto jedynie status słuchacza i może wyłącznie słuchać (jeśli chcemy zabrać głos, musimy „podnieść rękę” i otrzymać zgodę).

Chcesz dołączyć? Jaka szkoda…

Dołączenie do grona użytkowników Clubhouse nie jest proste i to z dwóch powodów: po pierwsze aplikacja jest obecnie dostępna wyłącznie dla posiadaczy iPhone’ów, a po drugie wymaga wcześniejszego otrzymania zaproszenia przez innego użytkownika serwisu (każdy może zaprosić jedynie dwie osoby). Autorzy aplikacji tłumaczą tę decyzję dużym zainteresowaniem i chęcią zapewnienia odpowiedniej wydajności w trakcie skalowania platformy, ale nie da się ukryć, że elitarny charakter serwisu to część jego przemyślanej strategii marketingowej; podobnie jak to, że w aplikacji można zobaczyć, kogo zaprosił dany użytkownik, co zdaniem twórców aplikacji ma stanowić zachętę do zapraszania osób, które wniosą coś do społeczności.

Otoczka elitarności to jedno, ale niemniej istotnym czynnikiem, który napędza aktualną popularność Clubhouse, jest obecność gwiazd biznesu i celebrytów. Z aplikacji korzystają już m.in. CEO Facebooka Mark Zuckerberg, raper Drake, Oprah Winfrey, czy aktor Ashton Kutcher. Sporym echem w mediach odbiła się niedawno głośna dyskusja na temat afery wokół akcji GameStop, którą właśnie za pomocą Clubhouse przeprowadził Elon Musk z CEO Robinhooda Vladem Tenevem. Do iOSowej aplikacji dołączył nawet Bill Gates, choć na co dzień były szef Microsoftu preferuje telefony wyposażone w Androida.

Ta zła wolność słowa

Wiele kontrowersji budzi fakt, że serwis nie posiada żadnej sztywnej moderacji treści. Rzecz jasna na straży dyskusji teoretycznie stoją moderatorzy poszczególnych pokojów, ale jeśli nie egzekwują oni zakazu szerzenia “mowy nienawiści” i nie hamują działań użytkowników, to nikt inny tego nie zrobi. Co ciekawe, ta całkowita wolność wypowiedzi nie podoba się zarówno dziennikarzom „New York Times” (skrajnie prawicowi użytkownicy mogą bez problemu wygłaszać tam rasistowskie, homofobiczne czy seksistowskie opinie), jak i chińskim władzom, które nie lubią, gdy ich obywatele swobodnie dyskutują i krytykują ich politykę, np. wobec mniejszości Ujgurów czy Tybetu. Clubhouse jest do tego stopnia nie na rękę Chinom, że tamtejszy rząd ponoć zablokował dostęp do aplikacji, choć oficjalnie temu zaprzecza.

Nie jest to niestety jedyny związek Chin z aplikacją głosową. Clubhouse bazuje na chińskiej platformie Agora, która obsługuje dla nich konwersacje audio, istnieje zatem spore ryzyko, że tamtejsze służby podsłuchują rozmowy użytkowników. Co prawda firma zapewnia, że żadne nagrania głosowe spoza Chin nie są i nigdy nie były przesyłane przez chińskie serwery, a rozmowy nie są w żaden sposób przechowywane, ale mimo wszystko zalecana jest ostrożność – chińskie prawo obliguje firmy do dostarczania informacji rządowi, jeśli zdaniem władz istnieje zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego.

Clubhouse okiem użytkownika

O to, jak działa Clubhouse, najlepiej zapytać jego użytkownika. Krystian Stefański, członek zarządu naszej firmy, który na co dzień zajmuje się optymalizacją procesów sprzedażowych, należy do grona szczęśliwców, którzy otrzymali zaproszenie do aplikacji i mieli okazję przetestować funkcjonalność nowego serwisu. Jakie są jego wrażenia?

Krystian Stefański, członek zarządu w Grupa iCEA: – Sukces Clubhouse to wypadkowa przemyślanej strategii marketingowej, umiejętnego wykreowania wokół aplikacji aury niedostępności oraz pandemii, która w znacznym stopniu ograniczyła międzyludzkie interakcje. Aplikacja nie kopiuje funkcji istniejących portali społecznościowych, a dzięki temu, że odtwarza dźwięk w tle, możemy słuchać audycji na żywo dokładnie tak samo, jak radia czy ulubionego podcastu. Czy jednak przyjmie się na stałe? Na tę chwilę ciężko to jednoznacznie ocenić. Clubhouse posiada niewątpliwie ogromny potencjał, ale może nie przetrwać nacisku ze strony konkurencji. Facebook i Twitter dostrzegły bowiem zainteresowanie użytkowników pokojami audio i już pracują nad wdrożeniem podobnych rozwiązań u siebie; od stycznia w fazie intensywnych testów znajduje się Twitter Spaces, który jest niemalże identyczną kopią funkcjonalności Clubhouse. I choć imitacja jest najwyższą formą pochlebstwa, to autorzy Clubhouse nie mają raczej powodów do zadowolenia.