Pytanie, jak długo trwa pozycjonowanie, ma dwie odpowiedzi. Pierwsza dotyczy efektów: zmiany w pozycjach zwykle widać po kilku miesiącach. Ruch rośnie za nimi, a sprzedaż przychodzi najpóźniej. Druga dotyczy samej pracy: pozycjonowanie nie ma daty końca. Wyniki Google zmieniają się cały czas, a konkurenci nie przestają rozbudowywać swoich stron.
Tempo zależy od punktu startu. Nowa domena bez historii i linków rośnie wolniej niż serwis, który od lat zbiera ruch i ma tylko blokady techniczne. Liczy się też siła konkurencji, liczba podstron do przebudowy oraz to, jak szybko wdrażasz rekomendacje. Strona, na której poprawki czekają miesiącami w kolejce programistów, rośnie wolniej niż ta, na której wchodzą od razu.
Typowy rytm wygląda tak. Na początku audyt i plan, potem naprawa fundamentu technicznego, bo bez niego treści i linki pracują wolniej. Dalej co miesiąc: monitoring techniki w narzędziach, poprawki, nowe treści, linki i przegląd wyników. Gdy Google wypuszcza aktualizację algorytmu, sprawdzamy jej wpływ na Twoje frazy i zmieniamy plan.
Wzrost rzadko idzie po prostej. Aktualizacja algorytmu potrafi w kilka dni przesunąć pozycje w obie strony, a sezon zmienia ruch niezależnie od pracy nad stroną. Dlatego wyniki porównuje się rok do roku, w tych samych miesiącach. Spadek po aktualizacji nie znaczy, że praca poszła na marne. Znaczy, że trzeba sprawdzić, które podstrony straciły i dlaczego.
Uważaj na obietnice terminu pierwszego miejsca. Google pisze wprost, że nikt nie może obiecać pierwszej pozycji w jego wynikach, a agencji, która to robi, radzi unikać. Uczciwa agencja poda widełki po audycie. Powie też, czym zmierzy postęp, zanim przyjdzie sprzedaż: liczbą fraz na pierwszej stronie wyników, kliknięciami w Search Console i zapytaniami ze strony.