Wirtualni influencerzy – czy czeka nas digitalowa rewolucja?

Potrzebujesz ok. 5 min. aby przeczytać ten wpis

Autor: Grupa iCEA

Pierwsza Agencja SEO360 działająca na rynku od 2007 roku. Firma ma status Partnera Google oraz jest zdobywcą drugiego miejsca w kategorii agencji SEO/SEM w konkursie Dream Team. Dzięki zespołowi na... Więcej

29 czerwca 2021

Influencer marketing działa i już nie trzeba do tego przekonywać marketerów. Problemem, z którym mierzą się marki może być dobór odpowiednich twórców. Internetowi celebryci zalali social media i już się przyzwyczailiśmy, że potrafią oni zareklamować wszystko. Jednak świat pędzi naprzód, a w sieci pojawili się influencerzy, którzy… nie istnieją w rzeczywistym świecie. Mowa o wirtualnych influencerach ‒ wytworach sztucznej inteligencji lub robotach, które gromadzą swoje społeczności i realnie na nie wpływają. Czy marki chętnie współpracują z takimi sztucznymi twórcami oraz czy zastąpią oni prawdziwych ludzkich influencerów z krwi i kości?

Kim są wirtualni influencerzy?

Są to zwykle roboty lub awatary, które zostały wykreowane jako projekt podejmujący różne współprace komercyjne poprzez własny profil w mediach społecznościowych ‒ na takiej zasadzie jak prawdziwi influencerzy. Mają oni charyzmę, osobowość, idealny wygląd, chociaż w rzeczywistości nigdy nie spotkamy ich na ulicy i nie będziemy mieli okazji porozmawiać z nimi w cztery oczy. Wirtualni influencerzy to stosunkowo nowe zjawisko, ale ich kreacje i wygląd są coraz lepiej dopracowane, co może niektórych odbiorców wprowadzić w błąd, że ma się do czynienia z prawdziwym człowiekiem. Są zaprogramowani właśnie tak, aby stwarzać pozory realnych osób. Graficy i programiści tworzą je za pomocą takiego oprogramowania jak m.in.: Maya, Cinema 4D, Houdini, Blender, Photoshop czy Lightroom.

Patrząc na to z boku, postacie wirtualnych influencerów są prowadzone w przemyślany sposób, a ich kreacja odpowiada na aktualne potrzeby marek, z którymi współpracują. Mogą być to projekty niezależne, które będą reklamować różne firmy, ale w ciągu ostatnich miesięcy powstało już kilku wirtualnych influencerów stworzonych dla konkretnej marki (np. Pułkownik Sanders KFC). Z punktu widzenia odbiorcy takie wirtualne twory to powiew świeżości, bo nikt nie ukrywa przed światem informacji, w jakim celu została stworzona taka postać. W przypadku ludzkich influencerów tutaj z autentycznością i transparentnością bywa różnie – nierzadko zdarzają się sytuacje, gdy twórca jest niespójny wizerunkowo i reklamuje wszystko, bez względu na deklarowane wartości.

Najpopularniejsi wirtualni influencerzy

Zgodnie z trendem, marki z jednej strony chcą, aby twórcy internetowi byli bardziej ludzcy, a jednak inwestują w wirtualnych influencerów, którzy są mniej sztuczni niż niektórzy prawdziwi. Jedną z pierwszych wirtualnych influencerek jest Lil Miquela, która była wytworem tajemniczego start-upu o nazwie Brud (po 5 latach istnienia firma jest warta 125 mln dolarów). Miquela Sousa jest gwiazdą muzyki pop, jedną z 25 najbardziej wpływowych osób w internecie według Time i nie jest prawdziwym człowiekiem tylko robotem. Na Instagramie ma ponad 3 mln followersów i do tej pory współpracowała m.in. z Samsungiem, Pradą, Givenchy, Bershką oraz Diorem. Dodatkowo podczas modnego festiwalu Coachella przeprowadzała na YouTube wywiady z artystami. Jeżeli chcielibyśmy współpracować z Miquelą, to musimy się przygotować na wydatek rzędu 8500$ za jeden post na Instagramie.

Zobaczcie sami, jak prezentują się kanały Lil Miqueli:

https://www.instagram.com/lilmiquela/

Jednak mimo że Miquela działa w sieci najdłużej, to najpopularniejszą wirtualną influencerką na Instagramie w 2020 roku była Magazineluiza. Lu, bo tak ma na imię, przedstawia się jako digital specialist oraz content creator brazylijskiej firmy Magalu. Jest to sieć sklepów wielobranżowych, która w swojej ofercie ma najróżniejsze produkty – trudno jest porównać to do jakiegokolwiek odpowiednika w Polsce. Lu jest twarzą marki i używa własnych kanałów w internecie, aby promować, recenzować, udzielać wskazówek na temat produktów, które można kupić w Magalu. Ze względu na lokalność brandu, influencerka jest znana głównie w Brazylii, ale to nie przeszkodziło jej zebrać ponad 5,3 mln followersów na Instagramie oraz po około 2,5 mln fanów na YouTubie, a także na TikToku.

@magalu

Fatura chegou! 😬 Ganhei cashback com o Cartão Magalu no SuperAPP 😀 Vem pro #CashbackChallenge

♬ Cassshhback – Lucas Rezende

https://www.youtube.com/channel/UCeaQ72LrN6K3f9a8JkFV98w

https://www.instagram.com/Magazineluiza/

Na stworzenie własnych wirtualnych influencerów zdecydowały się takie marki jak Mattel i KFC. Mattel to producent jednej z najpopularniejszych zabawek na świecie, czyli Barbie. Popularność lalki z pewnością pomogła w zbudowaniu wyższych zasięgów, ale to na co powinniśmy zwrócić uwagę to sposób kreacji wirtualnej postaci. Barbie jako wirtualny influencer na własnym kanale YouTube prowadzi narrację w pierwszej osobie, co sprawia, że naśladuje vloggera i jak widać, wychodzi jej to całkiem nieźle. Kanał VTuberki Barbie ma ponad 10,5 mln subskrypcji i w ostatnim czasie współpracował z Netflixem, US Open oraz Pandorą.

https://www.youtube.com/c/barbie/videos

Czy to w ogóle działa?

Osobowości wirtualne bardzo zyskują na popularności. Badanie hypeauditor.com wskazuje, że najpopularniejsze cyfrowe influencerki mają większy wpływ na odbiorców niż prawdziwi twórcy ‒ jest to prawie trzykrotnie większy poziom zaangażowania wśród fanów.


źródło: hypeauditor.com

Dodatkowo dla najmłodszych pokoleń nie ma znaczenia czy influencer jest realny, czy wirtualny. Jeżeli odbiorcy będą chcieli się angażować w jego społeczność oraz obdarzać zaufaniem takiego twórcę, to marki będą chętniej podejmowały tego typu współprace. Jednak na tę chwilę decydują się tylko najwięksi, którzy mogą sobie pozwolić na przeznaczenie budżetu reklamowego na taką, jakby nie patrzeć, ekstrawagancką nowość.

W 2017 roku powstała agencja modelek The Diigitals, która zrzesza tylko cyfrowe modelki. Aktualnie mogą się pochwalić współpracami z dużymi i luksusowymi brandami. Agencja wirtualnych modelek realizowała kampanie dla m.in. Vogue Australia, Lexus, Louboutin, Samsung oraz Balmain. Jak widać, marki premium odważnie przecierają szlaki we współpracach z nową technologią, która nierzadko zadziwia.

https://www.thediigitals.com/

Quo vadis internecie – czy czeka nas rewolucja?

Wirtualne osobowości mają tę przewagę, że nie popełniają ludzkich błędów i łatwiej jest im trzymać wizerunek w ryzach. Zawsze wyglądają perfekcyjnie, nie mają gorszych dni, słabości, nie narzekają na zleceniodawców oraz wzbudzają większe zainteresowanie, bo jest ich jeszcze niewielu, gdzie z drugiej strony w realnym świecie mamy przesyt influencerów. Jednak jeżeli marka chciałaby stworzyć własnego wirtualnego influencera, to niestety musi przygotować się na ogromne koszty, a dodatkowo taka osobowość reprezentująca jeden brand mogłaby się szybko znudzić odbiorcom. Dodatkowo, wykreowanie takiej postaci może narazić markę na zarzuty promowania nierealnych kanonów urody. Tak właśnie stało się kiedy fotograf-grafik wykreował wirtualną modelkę Shudu, która miała mieć idealne rysy twarzy. Jednak ze względu na jej kolor skóry twórcy zarzucono rasizm i zabieranie pracy czarnoskórym kobietom, które jako prawdziwe modelki nigdy nie dorównają kreacji stworzonej w programie graficznym.

Wirtualni influecerzy to nie tylko świat mody. Często poruszają oni również tematy ważne społecznie, które z pewnością mogą wpływać na światopogląd wielu obserwatorów. Lil Miquela, o której wspominaliśmy wyżej, deklaruje się jako przyjaciółka LGBTQ+ oraz popiera ruch Black Lives Matter, dodatkowo w roku 2018 przekazała 100 000$ na działalność charytatywną. Jednak pojawia się wiele opinii, że w cyfrowych postaciach nie chodzi o sztukę, a raczej o manipulację, która jest głównie nastawiona na zysk. Na tę chwilę mimo wielu kontrowersji, wątpliwości i obaw, coraz więcej marek testuje współpracę z influencerami, którzy nie istnieją w rzeczywistości. Kto wie, czy za jakiś czas nie stanie się to dla nas normalnością? W końcu jeszcze kilka lat temu realni twórcy internetowi też byli dla nas nowością, do której marketerzy podchodzili z dużą dozą ostrożności.